<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=> 
<author_1=Gustaw Morcinek>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=9>
<date=1952-09-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Dawniej byo bezrobocie. W tym jednym sowie bezrobocie miecio si potworne pieko, ktrego nikt nie zrozumia, kto nie stan pewnego dnia przed zamknitymi bramami fabryki, przed zamarymi maszynami, gdy gd zagoci w domu, gdy byo trzeba ima si grzebania w bieda-szybach, chodzi na przemyt, lub zabiera dzieci, on i troch manatkw i udawa si w wiat na tuaczk za chlebem i za prac. 
Bezrobocie byo przeklestwem ustroju kapitalistycznego.
Dzisiaj nie ma bezrobocia! Gdy dzisiaj spotykam si z modzie szkoln, ogarnia mnie lekka zazdro. Jest to jednak zazdro yczliwa. Gdy ja byem w tym wieku, marzeniem citej gowy  jak mawia mj stary nauczyciel  byo pragnienie dziecka robotnika, by mc pj do szkoy redniej. Aeby dotrze na uniwersytet, synku, wybij sobie z gowy takie mrzonki!
Dzisiaj stoi szkoa otworem przed wszystk modzie!
Wyrastaem w zagbiu wglowym, a tu u jego granic przedsibiorca zaoy wspaniae sanatorium dla ludzi cierpicych na reumatyzm. Pyny tam z ziemi jakie cieplice, wody jodowe, szczawy, diabli wiedz, co jeszcze.
Przez parkan patrzyem, jak zajedaj tam wspaniae samochody, a w samochodach jacy wspaniali ludzie, jak suba kania im si we dwoje, jak bawi si, jak pikni, syci, dostojni, opali i patrzcy na grnicz biedot, jak si patrzy na przykad na koek w pocie.
W tym samym sanatorium spotkaem dzisiaj innych ludzi. Podesza do mnie drobna dziewuszka w chustce na gowie, a opodal stana babcia w ludowym
stroju z Mazowsza. Dzieweczka zwrcia si do mnie z prob, by jej napisa list, a tamtej babci te. Czy nie umiecie pisa? Umiemy, tylko e pan to adniej napisze!
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>